Widzieliście już jak Luiza przygotowywała się do ślubu, przygotowania Piotra zresztą też. Potem można było zobaczyć jak stoją ślubnym kobieru. Nadszedł więc już czas na to co tygryski lubią najbardziej: sesja plenerowa!
Luiza i Piotr bardzo lubią swoje koty, nie mogło więc zabraknąć na zdjęciach ich puchatych przyjaciół. Sesję plenerową zaczęliśmy więc nie w plenerze, a w domu. Poniżej zdjątko w „cywilu” i drugie, w pełnym ślubnym rynsztunku:
Gdy kociska zostały już obfotografowane poszliśmy na parking, powspominać dzieciństwo rozgrywając partyjkę kapsli:
Przed odjazdem młodzi zakręcili jeszcze kołem fortuny w postaci zimowej opony sąsiada (sąsiedzie, opona w stanie nienaruszonym wróciła na swoje miejsce, dziękujemy ;) )
Można już było jechać. Młodzi zabrali mnie, nie wiem gdzie, ale wiem, że daleko, bo w okolicy zamiast Wisły płynął Bug. Sesję zaczęliśmy na działce, którą opiekują się babcia z dziadkiem. Stworzyli oni tam iście bajkową krainę. Ogromne połacie ziemi wyłożone są mchem, rosną tam kamienne grzybki i różne ciekawe krzaczki. Zdjęcia z huśtawki zdają mi się przez to nieco bajkowe, niczym w specjalnie przygotowanej scenografii filmowej:
Na działce stoi też mały drewniany domek, który przez bajkowe skojarzenia, przypominał mi o bajce z Jasiem i Małgosią. Młoda para wyglądała przez okienko:
Poszliśmy także na Bug:
Było też wylegiwanie się w lesie:
i obściskiwanie na łące:
Wykorzystaliśmy też kilka innych scenografii, ale o tym już następnym razem. Był to pracowity dzień. Na koniec nasza ciężka praca została nagrodzona i babcia poczęstowała nas wszystkich placuszkami. Jedliśmy, aż nam się uszy trzęsły!













